Pozwól mi rosnąć

Do ogrodu, gdzie było dużo pięknych kwiatów o kolorowych
płatkach i różnego rodzaju drzewach, wpadło raz ziarenko,
niewiadomo skąd. A, że było małe, niepozorne, to turlało się po
ziemi, aż spotkało sędziwe drzewo.

– Czego tu szukasz? Zapytało drzewo.

Chciałem….., wyszeptało ziarenko odrobiny ciepła,
które utuliłoby mnie do snu i troszkę wolności, abym mógł
kwitnąć. Nie ma mnie, kto przygarnąć, dlatego jestem sam i
bardzo cierpię z tego powodu.

Na co drzewo odpowiedziało:

– Jeżeli chcesz to możesz przytulić się do mnie. Z natury
jestem samotnikiem, ale skoro tego potrzebujesz to schroń się w
moich korzeniach. Będę Cię ochraniał, a Ty możesz spokojnie
dojrzewać.

Szczęśliwe ziarenko, że dostało szansę od losu, ukłoniło się
pięknie i wślizgnęło w bujne korzenie dębu. Było mu ciepło i
bezpiecznie niczym w łonie matki. Żywiły go krople deszczu,
które przenikały przez spulchnioną ziemię, a otaczająca przyroda
swoim zapachem pobudzała jego fantazję. Rósł tak sobie cichutko,
nikomu nie wadząc, że nawet stare drzewo dziwiło się, że ten
malec jest już taki duży.

Nadeszła wiosna, która budziła do życia wszystkie roślinki i
małe ziarenko zapragnęło stać się wielkim drzewem, tak jak to,
przy którym rosło. Zebrało, więc w sobie wszystkie siły i
odważnie wkroczyło w dorosłość. Ale okazało się, że narodziny,
to dopiero pierwszy krok, a przed nim jest jeszcze wiele takich,
zanim stanie się w pełni dojrzałym. Mimo to cieszyło się z
każdej zmiany, która przybliżała go do tego celu.

Z dnia na dzień, roślinka stawała się silniejsza i poprzez swoje
małe listeczki poznawała świat. Dotykała wszystkiego, co było w
pobliżu, próbując tego smakować. Odkryła, że wiatr jest jej
sprzymierzeńcem, bo dzięki niemu może łagodnie się kołysać, że
owady są posłańcami dobrych wieści, a kwiaty kwitnące obok, są
jak ciotki z kieszeniami pełnymi cukierków. Była ciekawa
wszystkiego i dlatego uważnie przyglądała się pełzającym
gąsienicą, dziurom w kamieniach i latającym ptakom. I tak w
miłości wzrastała, pod czułym okiem dębu.

Do chwili, gdy do ogrodu wszedł ktoś, na widok, którego drzewa
tuliły się w swoich ramionach, a kwiatom drżały płatki. To był
zły ogrodnik i wszyscy się go bardzo bali. Szedł z ostrym
spojrzeniem, a każdy jego krok zwiastował nieszczęście.

I tak oto tego dnia przechodził wzdłuż alei dębów, gdy zauważył
tę małą roślinkę, bawiącą się na wietrze.

– Co to za okropna roślina? Wykrzyczał, a w dodatku
rośnie, tak blisko tego starego drzewa. Jeszcze, żeby to był
porządny krzew, ale ona…

Na, co dąb bardzo się rozgniewał i zrzucił kilkanaście gałęzi,
ale ogrodnika, tylko to rozłościło, wyjął z kieszeni nóż i kiedy
uniósł rękę robiąc większy zamach….Ona zrozpaczona wykrzyknęła:

– Pozwól mi rosnąć! Być tym, kim jestem, a nie tym, kim
chcesz mnie widzieć. Pozwól mi być sobą i żyć!

Mężczyzna nie chciał tego usłyszeć, tylko ściął ją w jednej
sekundzie i wyrzucił za bramę ogrodu.


Samotna i porzucona płakała resztką sił, leżąc na twardej ziemi.
Aż w pewnym momencie, nad jej głową pojawił się cień. I kiedy
otworzyła zapuchnięte oczy zobaczyła małego chłopca,
spoglądającego na nią z rozczuleniem.

– Co tutaj robisz? Zapytał, ale nic nie odpowiedziała
Jesteś taka malutka i delikatna, zginiesz tu, dlatego pozwól, że
zabiorę Cię w moje ulubione miejsce, gdzie będziesz bezpieczna.

Ona jedynie westchnęła. I położył ją na swoich dłoniach i niósł
jak cenny skarb. Popołudniu dotarli do tego miejsca, a była to
wielka góra, z której widać było wszystko i na jej szczycie
chłopiec posadził małą roślinkę, tak by mogła w spokoju oglądać
świat. I odwiedzał ją codziennie, przynosząc w prezencie ciekawe
opowieści, a ona zaczynała powoli kwitnąć. Jej łotyszki robiły
się coraz twardsze i tak jak kiedyś nabierały barw jesieni.
Odzyskiwała radość z życia, tańcząc w słońcu na chwałę nieba.

A po latach była już pięknym drzewem, jakiego nikt dotąd nie
widział, zaś jej wielokolorowe listki stały się schronieniem dla
strudzonych wędrowców i poszukiwaczy skarbów.